Bezwstydnie

A ja bezwstydnie
Rozbieram ją po cichu
Codziennie, nawet w łóżku

Ręką sprawiam
By nie przeszkadzała innym
Dźwiękami rozkoszy

A ja tak bardzo bezwstydnie
Dziko ją kocham. I z nią
Przy wszystkich, o zgrozo!

Dziko i spokojnie
Na wszelkie sposoby
Nie patrząc w oczy

Rozbieram
I czasami nawet patrzę
Na te jej kształty urealnione

Zastanawiamy się razem
Jakby ją tu ubrać
Przekazać innym to co widziałem

W słowa ubrać
Bo inni też powinni Cię zobaczyć
I pokochać

Muzyko!

Uśmiech…

Chodź tutaj
Na paluszkach
By nas nie zbudzić

Usiądź
Milczę
Patrzysz pytająco

Gdyby uśmiech był Siłą
Śmialibyśmy się na Evereście

Gdyby uśmiech był Mądrością
Studiowałbym Cię by być lepszym

Gdyby uśmiech był Bogactwem
Kupilibyśmy pół świata

Gdyby uśmiech był Przyszłością
Spałbym bezgłośnie

Gdyby uśmiech był Słowami
Tyle byś wiedziała o mnie

Gdyby uśmiech był Miłością…
-
Patrzysz pytająco
‘Co mi opowiesz?’
Uśmiecham się

‘Kiedyś zamienię uśmiech
Na słowo
I opowiem historię obydwu’

Ostatnia strona

Naucz mnie nut
Słów mi brakuje

Nie potrafię już
Pisać, dawać

Chciałbym brzmieć
W sercu i duszy

We łzach wzruszenia
W uśmiechu skradzionym

Czy słowa coś dają?
Wersy, zwrotki?

Są tak proste
Tak zwykłe

Jak teraźniejszość
Jak brak przyszłości

Jak kwiaty
W wazonie bez wody

Chcę być sobą
Nikim innym

Wiatrem
W koronach drzew

Liściem
Co inspiruje

Kroplą
Zagubioną we włosach

Oddechem
Kochanków w nocy

Narodzinami
Dziecka i nowego dnia

Radością
Bez dodatków

Paradoks

Chcę być życiem
Nie mając z nim nic wspólnego

Nie będę się rozpisywał dużo. To jeden z ostatnich, jeśli nie ostatni wpis tutaj. Może nowy rok przyniesie coś innego. Zmęczyłem się własnymi niezbyt ładnymi słowami i wersami.

Trance progresywny

Miała być notka o pisaniu listów ale chwilowo nie mam pomysłu na to. Napiszę coś w sobotę. Będzie za to o muzyce.
Armin van Buuren, Dj Tiesto, Robert Miles, Brooklyn Bounce. Większość osób stwierdzi z niesmakiem: techno. I sobie pójdzie, przy okazji wyśmiewając osobę, która tego słucha.
A ja powiem: trance. Elektronika.
Muzyka czasami więcej warta, niż te wszystkie zespoły z gatunku ‘alternatywa’ lub ‘metal’. Stwierdzą niektórzy, że to jest muzyka komputerów, sztuczna, nieprawdziwa. Niech mi ktoś powie, cóż jest prawdziwego, jakie uczucia są w grze zespołów z gatunku ‘black tru norwegian fucking metal’? Gdzie jest technika, gdzie emocje, gdzie muzyka?
Muzyka elektroniczna jest subtelna, jest bardzo techniczna, liczy się tam głównie esencja, czyli nuty.
Wszystko zależy od człowieka. Słuchać takiej muzyki w klubie, w tłumie, z pomocą używek, a słuchać w zaciszu domowym to dwie różne rzeczy.

Jeśli ktoś chce dowodu, proszę bardzo. To tylko przedsmak tego, co kryje progresywny trance.
Dj Tiesto – Ur

+(II)

Inni a jednak podobni. Zakochani w książkach, patrzący na świat z ufnością dziecka. A przynajmniej do pewnego momentu.

Ktoś, kto przechodziłby obok zdziwiłby się, że dwójka ludzi siedzi obok siebie cichutko, z wzrokiem utkwionym gdzieś w jakimś nieokreślonym punkcie. Od czasu do czasu spoglądająca na siebie. Tak jakby zachodziła jakaś niesłyszalna, telepatyczna rozmowa.
Na razie nie potrzebowali słów. Na słowa przyjdzie czas później.

Można napisać, jak to owa para po dłuższym milczeniu w końcu zaczęła rozmawiać. Napisać, że porozumiewali się z łatwością, nie szukając tematów, to tematy znajdowały ich. Że gdy słońce zaszło i zrobiło się ciemno, powoli podążyli w kierunku miasta. Uśmiechnięci. Szczęśliwi. Być może zakochani. Trzymający się za ręce.
Że z trudem się rozstali.
Że starali się przyjeżdżać do siebie kiedy tylko to było możliwe.

Można napisać, że parze po dłuższym milczeniu zaczęło to ciążyć. Że owszem, rozmowa toczyła się, ale z trudem, z nieśmiałością, bo ani jedno ani drugie nie było typem osoby mocnej w słowach. Gdy słońce zaszło, zmarznięci podążyli w kierunku miasta, ważąc słowa i je mnąc. Niepewni. Niezaspokojeni. Być może rozczarowani. Bojący się dotknąć.
Rozstali się łatwo, z trudem powstrzymywali łzy gdy układali się do snu.
Nigdy więcej się nie zobaczyli. Pozostał po tym tydzień bólu i rozkojarzenia.

Sen.
Rzeczywistość.

A ja napiszę, że warto marzyć.

+(I)

Jest piękny jesienny dzionek. Godziny popołudniowe, słońce przebijając się z trudem poprzez wyrwy w chmurach, czerwieni się dumnie na chodnikach zasypanych listowiem. W powietrzu czuć typowo jesienne zapachy. Dym z ognisk, z kominów oraz lekki posmak nadchodzącej zimy.
Ta pora roku zdecydowanie odpowiada dwójce ludzi, która wędruje nieśmiało w kierunku lasu. Nieśmiało, albowiem to ich pierwsze spotkanie, nie do końca oswoili się z faktem, że muszą na siebie patrzeć, że muszą wypowiadać słowa, że muszą się, o zgrozo, najzwyczajniej w świecie komunikować bez pomocy internetu. Gdzieś tam w ukryciu błądzą dyskretne, lekko niepewne uśmiechy, chociaż niepewność wydaje się znikać w miarę jak sekundy odmierzają czas, który upłynął od pierwszego spojrzenia.
W głębi duszy On był całym tym faktem przerażony. Nigdy nie był osobą lubiącą towarzystwo. Nigdy nie czuł się dobrze, gdy poznawał nowych ludzi. A już szczególnie kobiety. Zawsze miał z nimi problem. Jego ręce w jakiś dziwny sposób nie miały się gdzie podziać, oczy szukały punktu zaczepienia, a gruczoły ślinowe postanawiały pójść na chwilowy urlop.
Tak, zdecydowanie bliski był paniki. Za każdym razem gdy na niego spojrzała szukał na jej twarzy oznak rozbawienia, odrazy, szyderstwa. Czegoś, co potwierdzałoby jego myśli, że jest śmieszny, brzydki i nieciekawy. Szukał tego u wszystkich wokół. I chyba znajdował, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Weszli do lasu. Przystanęli. Każde z nich na swój własny i wyjątkowy sposób chłonęło tę ciszę, bliskość natury, półmrok oraz złożoność tego małego świata.
I gdzieś tam w środku poczuli nagłą tęsknotę ku lepszemu. Ku czemuś, czego nigdy nie doświadczyli. Popatrzyli na siebie.
Uśmiechnęli się. I zanurzyli się bez słów w tym otwartym i bezzaułkowym labiryncie drzew i pagórków. Bez słów, bo szept liści nie wymaga słów.
Zostali zaatakowani całą gamą zapachów, tak bardzo wyjątkowych dla lasu. Rozmawiali, decydując w końcu, że za odrobinę szczerego uśmiechu nikt nikogo nie zabije. Nikt się nie obrazi, ani nikt nie pomyśli niczego złego.

Znaleźli samotną ławeczkę przy ścieżce. W końcu cywilizacja mieszka po sąsiedzku.
Rozmowa szalała po ścieżkach wyobraźni. Gorzej było z rzeczywistością.

Cdn

Amélie

Słuchając stacji radiowych na last.fm trafiłem na artystę zwanego Yann Tiersen. Udało mi się przesłuchać dwa utwory i można powiedzieć, że mnie zauroczyły. Świetne połączenie akordeonu i fortepianu po prostu mnie wciągnęło. ‘Załatwiłem’ więc sobie OST z fimlu Amelie. I przepadłem. Słucham tego albumu już ponad 3 godziny, poprawka, sprawdziłem na lastfm, wyszło mi już PIĘĆ godzin. Czyli O WIELE dłużej niż trwa sam film. I nie mam jeszcze dość.

Film zebrał bardzo pozytywne recenzje, więc jest w drodze i mam zamiar go niedługo obejrzeć. Słuchając muzyki spodziewam się czegoś innego i ciekawego, czegoś co mi się bardzo spodoba ;]

Yann Tiersen – Le Fabuleux d’Amelie Poulain

A i zapomniałem dodać, że bardzo mi się podoba Pani z okładki. Nieprawdą jest, że jest prześliczna?

Lastfm

No i proszę. Dotarłem na last.fm jako, wybaczcie słowo, artysta.

http://www.lastfm.pl/music/d%27Arker/01

Na razie z oszałamiającą liczbą dwóch utworów. Przydałoby się to troszku rozreklamować. Ale nie chce mi się. Nie tworzyłem tego dla sławy ino dla rozrywki. Ciekawe co kiedyś z tego wyniknie. Pewnie nic. Ale to nic.

Żeglujemy dalej.

foobar – kombinacji ciąg dalszy

Dzionek wolny, to się znowu wziąłem za ulepszanie foobara, zeszło mi trochu, bo cosik nie chciało wszystko działać, nie wiedzieć czemu. Ale oto jest, kolejna wersja mojego ślicznego foobara ;]

Enneagram

http://enneagram.pl/

Wyszło mi 4w5

Czwórka ze skrzydłem pięć: 4w5 – „Włóczęga”

Skrzydło 5, daje czwórce introwertyczne zachowanie, odsuwanie się od innych, złożoną osobowość. Ta czwórka może być intelektualistką ale posiada wyjątkową głębię uczuć. Jest otwarta na duchowe i estetycznie doznania. Znajduje wiele znaczeń dla prawie wszystkich zdarzeń. Może posiadać silną potrzebę i umiejętność aby realizować się artystycznie. Samotnik, wygląda tajemniczo i jest trudna do „rozszyfrowania”. Do świata zewnętrznego podchodzi z rezerwą, ale wewnętrznie bardzo go przeżywa. Gdy się w końcu otwiera, to bardzo gwałtownie i całkowicie, bez żadnych oporów.
W stresie, 4w5 bardzo łatwo popada w alienację i depresję. Wiele czwórek z tym skrzydłem ma odczucie zupełnej inności, jakby pochodziły z innej planety. Narzeka na swój obecny los, wspomina i przeżywa wiele razy zdarzenia z przeszłości. Dość często ma posępne oblicze, odsuwa się od innych z uczuciem zawiedzenia lub poczuciem wstydu. Żyje we własnym świecie bólu i straty. Może mieć bardzo chorą duszę, wyobrażać sobie i interesować się własną śmiercią.

Słynne czwórki ze skrzydłem pięć: Vincent van Gogh, Kurt Cobain, Edgar Allan Poe, Johnny Depp, Bob Dylan, Ingmar Bergman.

Damn right. Wcale mnie to nie cieszy, że większość się zgadza.

Dopisek: wkurzyłem się na ciemny kolor. Zmiana.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.