ViC (I)

Przedstawiam oto wszem i wobec zaczątek nowego opowiadania, tym razem być może uda napisać się coś więcej, coś spójnego, coś co będzie miało sens. Póki co, pierwsza część, malutki wstęp, zabawa słowami, postaciami i sytuacją. Opowiadania będą publikowane pod wspólnym tytułem ‘ViC’. Czemu tak? Bo więcej mi się nie chciało myśleć ;] A ciąg dalszy historii być może nastąpi ;]

Zapraszam do czytania.

- Masz zamiar to zjeść? – bardziej stwierdził, niż zapytał Viz, nie starając się ukryć obrzydzenia. – Od tego można umrzeć!
- Wolisz umrzeć z głodu?
- Punkt dla ciebie. Ja biorę środkową część. – zamiast obrzydzenia pojawiło się rozbawienie. – Chrup, mlask. – skonstatował z zadowoleniem.
Słońce spokojnie odbywało swoją codzienną wędrówkę i wbrew pozorom wcale nie była ona zabarwiona monotonią. Można powiedzieć, że odkąd ludzie zeszli z drzew, żadne bóstwo nie może narzekać na brak rozrywek.
W tym wypadku jednak, przeszkodą ku obserwacji było kilka milionów ton ziemi oraz skał, które radośnie tworzyły sporą górę, stanowiącą całkiem interesujący obiekt turystyczny. Oczywiście, gdyby jacyś turyści zapuszczali się w te strony.
Z punktu widzenia Viza oraz Castiena, przeszkodą ku obserwacji słońca było kilka milionów ton ziemi oraz skał, które równie radośnie tworzyły sklepienie oraz sufit, na oko o grubości ośmiuset stóp. Jeśli sufit i sklepienie, to na myśl od razu przychodzą lochy, jaskinie, kopalnie oraz inne centra krasnoludzkiej rozrywki. Szkopuł w tym, że żaden z ich przodków nawet w najbardziej ostrej libacji alkoholowej nie próbował poderwać krasnoludzkiej dziewoi, głównie z tego powodu, że ciężko odróżnić kiedy mamy do czynienia z dzierżcą topora a kiedy z dzierżką.
Można więc założyć, że nie byli zadowoleni ze swojego tymczasowego, wkrótce mogącego zamienić się na wieczne, miejsca pobytu.
- Cholera!
- Coś nowego? – Castien nie spodziewał się niczego nowego, bo jakie niespodzianki mogą czekać na dwóch ludzi zamkniętych w jaskini o wymiarach małego domku?
- Nie. Próbowałem zawrzeć w tym jednym słowie wszystko, co myślę o narodzinach, życiu i śmierci istoty ludzkiej. – gdyby ironia mogła przechodzić przez ściany, to zdecydowanie uścisnęłaby rękę Viza a potem wręczyła mu dyplom. Z wyróżnieniem.
- Mówiłeś przecież, że już nie przeklinasz.
- Cholera to nie przekleństwo.
- Chodziło mi o myśli, które doczepiłeś do tego słowa. – Castien pokręcił głową. Czasami wydawało mu się, że gdzieś tam w czeluściach dziwnego umysłu Viza czai się Minotaur, który próbuje zbudować swój własny labirynt. - Ciekawe, kiedy go złapał. – pomyślał. – Byłeś kiedyś na Krecie?
- Co?
- Powiedziałem to na głos? Nieważne.
Czas lubi się wlec. A czasami bywa samobójczy i godzinami wisi na drzewach.

Odpowiedzi: 2 to “ViC (I)”

  1. maurinko Powiedział/a:

    “gdyby ironia mogła przechodzić przez ściany, to zdecydowanie uścisnęłaby rękę Viza a potem wręczyła mu dyplom. Z wyróżnieniem.” chyba sobie to zapiszę xDDDDD genialne xDD
    a ciekawość idzie w parze z cierpliwością - czekam cierpliwie na następny kawałek :>

  2. Karolka Powiedział/a:

    ja też:>
    Podoba mi się:)

Napisz odpowiedź