ViC (II)

Świat. Coś, bez czego nie możemy się obyć. Ani on nie może istnieć bez nas, bo kto jak nie my nazwaliśmy go, opisaliśmy go i wykorzystujemy go? Może nie jest zadowolony z tego ostatniego punktu ale rozczulił się nad tymi małymi stworzeniami, które z uporem właściwym tylko tej rasie próbują zrozumieć wszystko, co je otacza. Poskrobał sie po głowie. Zastanowił się nad tym ‘rozumieniem’. Nie bardzo wiedział jak to możliwe, skoro on sam był tak stary, że nie umiał wyjaśnić dlaczego łupie go w kościach, gdy nadchodzi zmiana ery kosmicznej.

- Może to przez zimno. Albo nie, to na pewno to promieniowanie. – poskrobał się znowu po głowie, co powodowało, że pokolenia naukowców na Ziemi zastanawiały się co będzie gdy te dwie supergalaktyki, dziwnie przypominające palec oraz głowę porośniętą siwymi włosami z zadatkami łysinki tu i ówdzie, zderzą się i jak można na tym zarobić. – Ludzie to jednak zdolne bestie, trzeba przyznać, mikrofalówka dobra rzecz, a na tych małych elektrowniach, słońcach, nie można nic a nic polegać. – pomyślał, co przejawiało się miliardami wybuchów supernowych oraz zmianą kierunku wiatru na Jowiszu.

Rozciągnął się wygodnie (naukowcy zdecydowanie potwierdzają teorię o rozszerzaniu się wszechświata, obserwacje przez teleskop Hubble’a na nowym poziomie) po czym ułożył głowę na poduszce i zwinął się w pozycję zwaną embrionalną (nagłówki w gazetach: ‘Wszechświat kurczy się! Pradawny Hubble porażką!’).

- Być może coś mi się przyśni. Mlask, mlask… Hrrr… we śnie… wszystko jest możliwe… hrmmm…

Napisz odpowiedź