Argh.
Ekhm. Ten tytuł, to tak tytułem wstępu. Pogoda się uwzięła i zrobiła psikusa tym, którzy bez słońca na niebie zakładają futra, płaszcze, rękawiczki, czapki oraz glany. A także tym, którzy mają to nieszczęście zdawać teraz maturę. Oczywistym chyba jest, że jeśli pogoda się zepsuje i nie można jej naprawić, to jakoś tak ciężko przychodzi myślenie oraz nie chce się nic za bardzo, a i wesołości za grosz. Rok temu ta złośliwa bestia, naturą zwana, dopisała, co przejawiło się tym, że co poniektórzy zdali maturę, pomimo groźnych proroctw i ogólnego olewactwa ;]
Gdzieś się zapodział ten klimacik majowy, gdy w szkole było coraz mniej zajęć lub robiły się coraz bardziej luźne, na zewnątrz prażyło słońce, ptaszki ćwierkały, pyłki zatykały nosy alergikom a dzieweczki nie pozwalały się skupić na ważniejszych zajęciach, które mieli pod ręką chłopcy, takich jak na przykład obrzucanie się nawzajem różnego rodzaju śmieciem. To se ne vrati, jak to powiadają dobrzy Czesi.
Z tego też powodu (oprócz uczulenia na ból, mam również uczulenie na deszcz a raczej na wygląd moich włosów po nim, wtedy jest jeszcze gorzej niż zwykle) odkłada się najazd na moje dwie biblioteki. A najazd to będzie straszliwy albowiem już dawno tam nie byłem, książkowy głód się wzmaga. Gdy tylko pogoda się uspokoi, będzie mnie można przyuważyć goniącego przez miasto z szaleństwem w oczach, ślepego na wszelkie znajomości. Kto przez dłuższy czas nie wąchał stęchłego zapachu starych książek, wie o czym mówię. Celem moim jest odświeżenie sobie pamięci o przygodach zacnego Geralta, zwanego Wiedźminem z Rivii oraz Reynevana, zwanego też Reinmarem von Bielau. Owe dwie serie (Saga o Wiedźminie, Husycka Trylogia) napisane przez wielce szanownego imć Sapkowskiego, są przeze mnie czczone na równi lub nawet bardziej niż sam Pratchett i jego cykl o Świecie Dysku.
Nie zna tej magii ten, kto choćby nie liznął światów stworzonych w owych dziełach. A żeby nie być gołosłownym, przytoczę tutaj fragment pewnego opowiadania ze świata Wiedźmina:
- Pan śpi – powtórzył odźwierny, patrząc na Geralta z góry. Był wyższy o głowę i blisko dwukrotnie szerszy w barach. – Głuchy jesteś, włóczęgo? Pan śpi, mówię.
- A niech sobie śpi – zgodził się wiedźmin. – Mam interes nie do twojego pana, ale do damy, która tu przebywa.
- Masz interes, powiadasz – odźwierny, jak się okazało, był człowiekiem dowcipnym, co zadziwiało u kogoś tej postury i aparycji. – To idź, powsinogo, do zamtuza i zrób z niego użytek. Wynocha.
Geralt odpiął od pasa sakiewkę i zważył ją w dłoni, trzymając za rzemyki.
- Nie przekupisz mnie – rzekł dumnie cerber.
- Nie zamierzam.
Odźwierny był za potężny, by mieć refleks pozwalający uchylić się lub zasłonić przed szybkim ciosem zwykłego człowieka. Przed ciosem wiedźmina nie zdołał nawet przymknąć oczu. Ciężka sakiewka z metalicznym trzaskiem wyrżnęła go w skroń. Runął na drzwi, chwytając się oburącz ościeżnicy. Geralt oderwał go od niej kopniakiem w kolano, pchnął barkiem i zdzielił sakiewką jeszcze raz. Oczy odźwiernego zmętniały i rozbiegły się w przekomicznym zezie, nogi złożyły się pod nim jak dwa scyzoryki. Wiedźmin, widząc, jak drab, choć już prawie bez zmysłów, maca jeszcze dookoła rękami, walnął go z rozmachem po raz trzeci, prosto w ciemię.
- Pieniądz – mruknął – otwiera wszelkie drzwi.
7 maj, 2008 @ 13:55
“- Pieniądz – mruknął – otwiera wszelkie drzwi.”
co za brutalne zakończenie:D
A co do matur i pogody.
Matura: polski jakiś kosmos;/ a angielski… nawet spoko:)
Pogoda: na szczęście jest już ładnie ! :) ale coś mi się wydaje, że to chwilowe:)
8 maj, 2008 @ 13:51
Wcale nie brutalne, tylko dające wiele do myślenia ;]
Ponoć polski rok temu był łatwiejszy ale trzeba wyjść z założenia, że jak się człowiek uprze, to wszystko zda ;] Masz cholero zdać i to bardzo dobrze ;] I wiem, że zdasz. A jak nie zdasz dobrze, to zdasz ;] Też dobrze.
Co by nie wyszło, przecież się świat nie zawali. Jest takie stare chińskie przekleństwo: obyś żył w ciekawych czasach ;] Powodzenia.