Kolor…

I znowu w domu
Te smutne ściany
Które tyle widziały
Milczeniem witają

‘Nie było Cię
Wiele miesięcy
A teraz wróciłeś
Ciszą zdrapując farbę’

Jasna strona księżyca
Nocą oświetla pokój
Niewielu widziało
Jego ciemną część

A kolory mniej żywe
Wyblakły nieobecnością
Ciemnieją tylko wtedy
Gdy poduszka wilgotnieje

Ściana przynajmniej nie bije
Zamyka za to
W pomieszczeniu z drzwiami
A jednak zamyka

Ta postać w kącie
Którą widzi się
Krańcem oka
Staje się nieznośna

Odejdź, chcę zostać sam
Nienawidzę Twojego imienia
‘Samotność’…
Nienawidzę!

1 comment so far

  1. karolka on

    Piękne Dawid…
    przeszywający wiersz. Chyba każdego po przeczytaniu go, nachodzą myśli o tym jak i on był w którymś momencie samotny…


Zostaw odpowiedź