Archiwum z sierpień, 2008|Strona archiwum miesięcznego

Jesień w kolorze malin

Jesień w kolorze malin
Przyszła wieczorem

Dymy z ognisk zapachniały
Ku czci władczyni pór

A maliny się czerwienią
Jak wieczorem chmury

Pojedyncze nici pajęczyn
Wędrują ku niebu

Tylko my, jak głupcy
Pozostajemy w miejscu

Przypisując im
Nieznane wspomnienia

Żyj między wersami
Świat zbyt okrutny jest

Zabierze mnie kiedyś
Jesień ze sobą

W trawach kroczyć będziemy
Gasząc ostatnie ogniska

Billy Joel – Leningrad

Drzewiej hymn Solidarności.

Viktor was born in spring of ‘44
And never saw his father anymore
A child of sacrifice, a child of war
Another son who never had a father after Leningrad

Went of to school and learned to serve the state
Followed the rules and drank his vodka straight
The only way to live was drown the hate
A Russian life was very sad and such was life in Leningrad

I was born in ‘49 a cold war kid in Mc Carthy time
Stop ‘em a the 38th parallel blast those yellow reds to hell
And Cold War kids were hard to kill under their desk in an air raid drill
Haven’t they heard we won the war what do they keep on fighting for?

Viktor was sent to some Red Army town
Served out his time, became a circus clown
The greatest happiness he’d ever found
Was making Russian children glad and children lived in Leningrad

But children lived in Levitown and hid in the shelters underground
Until the Soviets turned their ships around and tore all the cuban missles down
And in that bright October sun we knew our childhood days were done
And I watched my friends go off to war what do they keep on fighting for?

And so my child and I came to this place
To meet him eye to eye and face to face
He made my daughter laugh, then we embraced
We never knew what friends we had until we came to Leningrad

Powrót do przeszłości

Dwa tygodnie do końca wakacji. A ja się biorę za intensywne czytanie książek ;] Dwa lata temu na wakacjach ugryzłem, przeczytałem i nawet spodobało mi się Quo Vadis, więc nie ma się co dziwić ;] Cóż tam mam na tapecie? Książki Wiesława Wernica, klasyka polskiego westernu. Książki z mojego dzieciństwa i wcale nie tak odległych lat poprzednich. Nie ma roku, żebym nie przeczytał paru jego tytułów.

Trudno opisać ten urok i klimat, który ciągnie ku tego rodzaju powieściom. Może to, że w pierwotnych mieszkańcach Ameryki Północnej widzę wszystko to, czego brakuje współczesnym ludziom? Honor, odwaga, miłość do braci, małomówność, znajomość przyrody, życie w nieprzebytych puszczach, preriach, lasach.

Może dlatego dziś czuję taką niechęć do USA. Państwo zbudowane na morderstwach, państwo, które te morderstwa kontynuuje, tyle że teraz na własnym narodzie. Państwo fałszywej demokracji i wolności. Państwo w którym w byle sklepie można kupić broń i naboje. Państwo, które gdy zaczyna robić się nudno na świecie, rozpętuje wojny dla własnego zysku. Szkoda mówić.

Zawsze chciałem się urodzić w tych czasach. Przemierzać bezkresne przestrzenie, spać pod gołym niebem, nie przejmować się tymi bzdurami, które wymyśliła ‘cywilizacja’. Śmieszne. Uważam półdzikie i dzikie plemiona, które żyją do dziś za bardziej wartościowe i cywilizowane niż cała nasza kultura.

Człowiek skazany jest na wymarcie, zdegenerowanie. Nie przejmuję się tym. Nawet mnie to cieszy. Jesteśmy wybrykiem natury.

Setny wpis ^^

Stało się. Właśnie piszę, a wy czytacie, setny wpis. Nie wiem, czy jest jakaś szczególna okazja do świętowania. Ba, uważam że to nic szczególnego. Przez ten czas wymęczyłem was ponad trzydziestoma wierszami, kilkoma formami literackimi oraz pozostałymi głupotami ;] Zebrało się ponad dwa tysiące trzy tysiące odwiedzin, co jak na taki malutki i niezbyt specjalny blog jest liczbą całkiem sporą ;] No i to by było na tyle ze spraw blogowo-rocznicowych ;]

Poza tym, to udało mi się stworzyć swój pierwszy utwór muzyczny w FL Studio. Męczyłem, męczyłem i w końcu jednego dnia wymęczyłem w dwie bodajże godziny ;] Jeszcze zostało wiele do poprawienia i dłubania ale jak na kogoś, kto nie umie grać na żadnym instrumencie to całkiem nieźle ;] Niestety, na razie się nim nie pochwalę albowiem na tym moim połączeniu mogę pomarzyć o wysyłaniu większych plików. Ale nadejdzie czas, aby i tutaj można było ocenić tą moją muzyczkę ;]

Póki co, tyle.

Jest już za późno. Nie jest za późno…?

Do melodii ‘Stare Dobre Małżeństwo – Jest już za późno, nie jest za późno’

Chciałbym już zamknąć
Te oczy zmęczone
Odejść ku Tobie
W spokoju ducha

Nie musieć patrzeć
Na czyny swoje
Nie musieć słyszeć
Fałszywych pochwał

Jest już za późno
Piszę list Tobie
Nie jest za późno
To ogień pochłonie

Kocham to niebo
To słońce złote
Uwielbiam ptaki
Ich hołd ku Tobie

Jest już za późno
Czerwień się iskrzy
Nie jest za późno
Umieram w ciszy

Chciałbym już
Po raz ostatni
Szeptem i ciszą
Stwierdzić dosadnie

Jest już za późno
By kochać normalnie
Nie jest za późno
Na pocałunki ostatnie

Cavanna – pismo nieświęte

Trafiłem kiedyś na parodię pisma świętego (piszę małymi literami ponieważ dla mnie to pismo takie jak każde inne, nie uznaję rzeczy świętych), które przyprawiło mnie o ból brzucha. Ze śmiechu. Uwielbiam Monty Pythona a tutaj humor tego rodzaju serwowany jest kilogramami. W rozwinięciu posta pierwszy rozdział, trochę dużo tekstu ale warto. Wybaczcie błędy ale nie miałem siły tego poprawiać. I warto przeczytać wszystko, ubaw gwarantowany ;] Oczywiście dla tych, którzy wcale nie boją się obśmiewania wiary ;]

Czytaj dalej »

Koncertowo

Jutro, to znaczy we wtorek w Przemyślu na Zamku Kazimierzowskim w końcu uda mi się dorwać SDM, czyli Stare Dobre Małżeństwo. Nie udało mi się w Lublinie, to przyjechali do Przemyśla pod nos ;] Nareszcie. Póki co nic do dodania, wrażeniami podzielę się w środę ;]

Zapowiada się także, że w listopadzie pojadę na koncert Electric Light Orchestra do Zabrza. Któż by pomyślał. Na dodatek z mamą i wujkiem ;]

Nie ma co, zaszalałem koncertowo ;]

Przynudzam :P

Dzisiaj nie wydarzyło się nic szczególnego ani wartego uwagi. Tak więc notka oszczędna, co by nie przynudzać bardziej niż zwykle.

Przyszedł deszcz. Naprawił powietrze, dobre i to. Minusem jest unieruchomienie. Chociaż i tak zbytnio nie ’szaleję’ po terenie, to mi to wsio jedno.

Jutro akcja oddawania krwi. Ktoś sobie obmyślił, że będą jeździć po małych miasteczkach i zbierać płyn życia. Dobry pomysł, bo nie będę musiał jeździć do Przemyśla, a jak już jestem w Przemyślu, to nigdy mi się nie chce. A tak będę miał pod nosem. Spodziewam się, że nie będzie żadnych nieprzewidzianych wypadków ;]

Na tym chyba dzisiaj zakończę. Po cóż się rozpisywać, skoro nie ma o czym? Wprawdzie było trochę wspomnień ale nie bardzo się one nadają na opisywanie tutaj ;]

Księga Chin

Dzisiaj szczególny dzień. Ósmy dzień ósmego miesiąca dwutysięcznego ósmego roku. Osiem to szczęśliwa liczba w Chinach. Szczególny z drugiego powodu: otwarcie igrzysk olimpijskich w Beijingu. Dokładnie o 8.08 tamtejszego czasu, wieczorem.
Co by o tamtejszym ustroju politycznym nie mówić, skusiłem się na obejrzenie relacji w TV.

Coś niesamowitego. W otwarciu brało udział tysiące jeśli nie dziesiątki tysięcy ludzi. Chińczykom naprawdę udało stworzyć się coś, co nie powielało schematów, było oryginalne, wciągające, doskonałe technicznie i artystycznie. Jak już coś robią, to robią to z rozmachem.
Stadion to arcydzieło współczesnej myśli technicznej. Wygląd gniazda ze stali. Niby lekkie a jednak ważące tysiące ton.
Samo ’show’ to popis niezliczonej ilości ludzi, ich zmysłu synchronizacji, płynności ruchów oraz pokaz inwencji autorów.
Weźmy na przykład moment w którym na środku stadionu pojawił się prostokąt z ‘czcionkami’. Scena ta symbolizowała wynalezienie i wprowadzenie do użycia ruchomych czcionek. Wcześniej niż zrobił to Gutenberg w Europie.
Ów prostokąt, to prawdziwe, żywe morze składające się z pojedynczych elementów, czcionek, można ich nazwać pikselami. Czcionki te falowały, składały się w znaki, w różne kształty. Wszystko płynnie i idealnie. Myślałem, że wszystko to jest zautomatyzowane. Jakie więc moje zaskoczenie było, gdy okazało się, że te pojedyncze elementy to ludzie, schowani w pudełka i sterujący tym wszystkim. Ponoć ta ekipa trenowała osobno, przez 10 miesięcy. Po to, by dojść do takiej perfekcji. Taki efekt nie jest prosto wykonać maszynami lub programem na komputerze, a jednak oni się uparli i zrealizowali to.

Muszę również pochwalić telewizję za stronę merytoryczną. Komentatorzy na bieżąco przedstawiali widzom co dana scena oznacza, oraz prezentowali wybrane fakty z historii Chin.

Co tu dużo mówić, Chińczycy się postarali. I dobrze. Bo to wcale nie jest sukces władz ani reżimu, tylko ludzi. Wszystkich ludzi, którzy w tym przedsięwzięciu brali udział. Bojkot tych igrzysk wcale nie byłby dobrym pomysłem. Dzięki temu nadejdą zmiany. Może i małe. Ale zmiany. Ludziom na pewno będzie żyło się lepiej, bo już dochodzą sygnały, ze władze popuściły pasa.

Na zakończenie jeszcze taka mała dygresja:
Nasze mistrzostwa. Czekam na wrzesień. Na miesiąc, w którym prawo do organizacji zostanie odebrane Polsce i Ukrainie. Chcę widzieć miny wszystkich polityków. Chociaż pewnie się nie doczekam. Zacznie się przerzucanie odpowiedzialności. Nikomu nie będzie wstyd. Nikomu nie będzie przykro. Nikt nie będzie się poczuwał do winy. I wcale mi nie będzie żal kibiców. Nie lubię piłki nożnej. Nie lubię kibiców. Ale nie dlatego. Dlatego, że trzeba było być idiotą lub niepoprawnym optymistą, żeby uwierzyć, że to nam się uda. Ja nie byłem. Dlatego z uśmieszkiem wyższości będę patrzył na tych, którzy będą się ‘przejmować’. Bo to nie dla mnie.

Dotykaj

Me światy są obce bez nocy i dnia
Tam wiersze z obłędu powstają
Lecz póki tu jestem proszę kochaj mnie

Dotykaj mnie

Dotykaj delikatnie, bezszelestnie, ciepłem palców
Dotykaj aksamitnie, rzęs pokłonem, nie przestawaj
Dotykaj całowaniem i oddechem, tak jak lubisz
Dotykaj smugą włosów, niby muślin
Bólowi zadaj ból…

Następna strona »