+(I)
Jest piękny jesienny dzionek. Godziny popołudniowe, słońce przebijając się z trudem poprzez wyrwy w chmurach, czerwieni się dumnie na chodnikach zasypanych listowiem. W powietrzu czuć typowo jesienne zapachy. Dym z ognisk, z kominów oraz lekki posmak nadchodzącej zimy.
Ta pora roku zdecydowanie odpowiada dwójce ludzi, która wędruje nieśmiało w kierunku lasu. Nieśmiało, albowiem to ich pierwsze spotkanie, nie do końca oswoili się z faktem, że muszą na siebie patrzeć, że muszą wypowiadać słowa, że muszą się, o zgrozo, najzwyczajniej w świecie komunikować bez pomocy internetu. Gdzieś tam w ukryciu błądzą dyskretne, lekko niepewne uśmiechy, chociaż niepewność wydaje się znikać w miarę jak sekundy odmierzają czas, który upłynął od pierwszego spojrzenia.
W głębi duszy On był całym tym faktem przerażony. Nigdy nie był osobą lubiącą towarzystwo. Nigdy nie czuł się dobrze, gdy poznawał nowych ludzi. A już szczególnie kobiety. Zawsze miał z nimi problem. Jego ręce w jakiś dziwny sposób nie miały się gdzie podziać, oczy szukały punktu zaczepienia, a gruczoły ślinowe postanawiały pójść na chwilowy urlop.
Tak, zdecydowanie bliski był paniki. Za każdym razem gdy na niego spojrzała szukał na jej twarzy oznak rozbawienia, odrazy, szyderstwa. Czegoś, co potwierdzałoby jego myśli, że jest śmieszny, brzydki i nieciekawy. Szukał tego u wszystkich wokół. I chyba znajdował, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Weszli do lasu. Przystanęli. Każde z nich na swój własny i wyjątkowy sposób chłonęło tę ciszę, bliskość natury, półmrok oraz złożoność tego małego świata.
I gdzieś tam w środku poczuli nagłą tęsknotę ku lepszemu. Ku czemuś, czego nigdy nie doświadczyli. Popatrzyli na siebie.
Uśmiechnęli się. I zanurzyli się bez słów w tym otwartym i bezzaułkowym labiryncie drzew i pagórków. Bez słów, bo szept liści nie wymaga słów.
Zostali zaatakowani całą gamą zapachów, tak bardzo wyjątkowych dla lasu. Rozmawiali, decydując w końcu, że za odrobinę szczerego uśmiechu nikt nikogo nie zabije. Nikt się nie obrazi, ani nikt nie pomyśli niczego złego.
Znaleźli samotną ławeczkę przy ścieżce. W końcu cywilizacja mieszka po sąsiedzku.
Rozmowa szalała po ścieżkach wyobraźni. Gorzej było z rzeczywistością.
Cdn
1 comment so far
Zostaw odpowiedź


Mhm… ;)