+(II)
Inni a jednak podobni. Zakochani w książkach, patrzący na świat z ufnością dziecka. A przynajmniej do pewnego momentu.
Ktoś, kto przechodziłby obok zdziwiłby się, że dwójka ludzi siedzi obok siebie cichutko, z wzrokiem utkwionym gdzieś w jakimś nieokreślonym punkcie. Od czasu do czasu spoglądająca na siebie. Tak jakby zachodziła jakaś niesłyszalna, telepatyczna rozmowa.
Na razie nie potrzebowali słów. Na słowa przyjdzie czas później.
Można napisać, jak to owa para po dłuższym milczeniu w końcu zaczęła rozmawiać. Napisać, że porozumiewali się z łatwością, nie szukając tematów, to tematy znajdowały ich. Że gdy słońce zaszło i zrobiło się ciemno, powoli podążyli w kierunku miasta. Uśmiechnięci. Szczęśliwi. Być może zakochani. Trzymający się za ręce.
Że z trudem się rozstali.
Że starali się przyjeżdżać do siebie kiedy tylko to było możliwe.
Można napisać, że parze po dłuższym milczeniu zaczęło to ciążyć. Że owszem, rozmowa toczyła się, ale z trudem, z nieśmiałością, bo ani jedno ani drugie nie było typem osoby mocnej w słowach. Gdy słońce zaszło, zmarznięci podążyli w kierunku miasta, ważąc słowa i je mnąc. Niepewni. Niezaspokojeni. Być może rozczarowani. Bojący się dotknąć.
Rozstali się łatwo, z trudem powstrzymywali łzy gdy układali się do snu.
Nigdy więcej się nie zobaczyli. Pozostał po tym tydzień bólu i rozkojarzenia.
Sen.
Rzeczywistość.
A ja napiszę, że warto marzyć.
1 comment so far
Zostaw odpowiedź


Drugie zakończenie, choć może wydawać się smutne.. to jakże prawdziwe…