Archiwum kategorii ‘Wiersze’
Bezwstydnie
A ja bezwstydnie
Rozbieram ją po cichu
Codziennie, nawet w łóżku
Ręką sprawiam
By nie przeszkadzała innym
Dźwiękami rozkoszy
A ja tak bardzo bezwstydnie
Dziko ją kocham. I z nią
Przy wszystkich, o zgrozo!
Dziko i spokojnie
Na wszelkie sposoby
Nie patrząc w oczy
Rozbieram
I czasami nawet patrzę
Na te jej kształty urealnione
Zastanawiamy się razem
Jakby ją tu ubrać
Przekazać innym to co widziałem
W słowa ubrać
Bo inni też powinni Cię zobaczyć
I pokochać
Muzyko!
—
Uśmiech…
Chodź tutaj
Na paluszkach
By nas nie zbudzić
Usiądź
Milczę
Patrzysz pytająco
Gdyby uśmiech był Siłą
Śmialibyśmy się na Evereście
Gdyby uśmiech był Mądrością
Studiowałbym Cię by być lepszym
Gdyby uśmiech był Bogactwem
Kupilibyśmy pół świata
Gdyby uśmiech był Przyszłością
Spałbym bezgłośnie
Gdyby uśmiech był Słowami
Tyle byś wiedziała o mnie
Gdyby uśmiech był Miłością…
-
Patrzysz pytająco
‘Co mi opowiesz?’
Uśmiecham się
‘Kiedyś zamienię uśmiech
Na słowo
I opowiem historię obydwu’
—
Ostatnia strona
Naucz mnie nut
Słów mi brakuje
Nie potrafię już
Pisać, dawać
Chciałbym brzmieć
W sercu i duszy
We łzach wzruszenia
W uśmiechu skradzionym
Czy słowa coś dają?
Wersy, zwrotki?
Są tak proste
Tak zwykłe
Jak teraźniejszość
Jak brak przyszłości
Jak kwiaty
W wazonie bez wody
Chcę być sobą
Nikim innym
Wiatrem
W koronach drzew
Liściem
Co inspiruje
Kroplą
Zagubioną we włosach
Oddechem
Kochanków w nocy
Narodzinami
Dziecka i nowego dnia
Radością
Bez dodatków
Paradoks
Chcę być życiem
Nie mając z nim nic wspólnego
—
Nie będę się rozpisywał dużo. To jeden z ostatnich, jeśli nie ostatni wpis tutaj. Może nowy rok przyniesie coś innego. Zmęczyłem się własnymi niezbyt ładnymi słowami i wersami.
Przepraszam…
Przepraszam
Za to
Że zrobiłbym wszystko
Dla Ciebie
Przepraszam
Za to
Że boję się bez ustanku
O Ciebie
Przepraszam
Za to
Że czuję się niepełny
Bez Ciebie
Przepraszam
Za to
Że szukałem ciepła
U Ciebie
Przepraszam
Za to
Że kradłem te uśmiechy
Od Ciebie
Przepraszam
Za to
Że widzę anioła
W Tobie
Przepraszam
Za to
Że nie widzę zła
Przypisywanego Tobie
Dziękuję
Za to
Że zakochałem się
W Tobie
—
Patrz, jak dziko pędzą…
Patrz, jak dziko pędzą
Te dni spokojne
Pomachajmy im
Smutno tak bez nich
A może to my
Powinniśmy zwolnić?
Przestać oglądać pod pretekstem
Tylną szybę samochodu?
Siedząc na tylnej kanapie
Kusi nas łatwość
Z jaką człowiek obraca głowę
Ciekawość winnym?
Cichutko tutaj
Bez koła kierownicy
Bez patrzenia na zakręty
Panie Przypadek, zwolnij pan
A może w końcu
Benzyna się zużyje
Przestaniemy się truć
Powietrzem jednak nie ruszymy
Tu, na tylnej kanapie
Nie ma drzwi
Dobrze nam tu
Ćśśś, po co mówić?
Dobrze nam tu
Tylko drzew nie widać…
I ciasno jakoś…
Ćśśś, znowu jedziemy…
—
Jesień w kolorze malin
Jesień w kolorze malin
Przyszła wieczorem
Dymy z ognisk zapachniały
Ku czci władczyni pór
A maliny się czerwienią
Jak wieczorem chmury
Pojedyncze nici pajęczyn
Wędrują ku niebu
Tylko my, jak głupcy
Pozostajemy w miejscu
Przypisując im
Nieznane wspomnienia
Żyj między wersami
Świat zbyt okrutny jest
Zabierze mnie kiedyś
Jesień ze sobą
W trawach kroczyć będziemy
Gasząc ostatnie ogniska
—
Jest już za późno. Nie jest za późno…?
Do melodii ‘Stare Dobre Małżeństwo – Jest już za późno, nie jest za późno’
Chciałbym już zamknąć
Te oczy zmęczone
Odejść ku Tobie
W spokoju ducha
Nie musieć patrzeć
Na czyny swoje
Nie musieć słyszeć
Fałszywych pochwał
Jest już za późno
Piszę list Tobie
Nie jest za późno
To ogień pochłonie
Kocham to niebo
To słońce złote
Uwielbiam ptaki
Ich hołd ku Tobie
Jest już za późno
Czerwień się iskrzy
Nie jest za późno
Umieram w ciszy
Chciałbym już
Po raz ostatni
Szeptem i ciszą
Stwierdzić dosadnie
Jest już za późno
By kochać normalnie
Nie jest za późno
Na pocałunki ostatnie
—
Dotykaj
Me światy są obce bez nocy i dnia
Tam wiersze z obłędu powstają
Lecz póki tu jestem proszę kochaj mnie
Dotykaj mnie
Dotykaj delikatnie, bezszelestnie, ciepłem palców
Dotykaj aksamitnie, rzęs pokłonem, nie przestawaj
Dotykaj całowaniem i oddechem, tak jak lubisz
Dotykaj smugą włosów, niby muślin
Bólowi zadaj ból…
Modlitwa Boga
Ja – Pan Świata
Stoję tu przed Tobą
Umierałeś za mnie
Umierałeś za siebie
Dla wiary
Z okrucieństwem
Moje dary dla Ciebie
Bym czuł Moc
Łzy łaknące ziemi
Pot na skroni
Twoje dary dla mnie
Byś czuł marność
Wybaczam Ci wszystko
Ból, strach, głód
Nie dziękuj mi
Czuj ból, bój się, głoduj
I zaprawdę powiadam
Uchylisz czoła
Będziesz czuł wdzięczność
Po wsze wieki
Nieskończona jest mądrość
Pana, który Cię takim stworzył
Ty – Mieszkaniec Świata
Klęczący przede mną
—
Wierzysz?
Czy wierzysz?
Legiony butami niszczą życie
Ołowiem niosą pokój
Wierzę
Czy wierzysz?
Łaska i miłość boża
Kroplami spływa do warg
Nie wierzę
Czy wierzysz?
Widmo głodu zagląda milionom w oczy
Powodując bezgłośny płacz
Wierzę
Czy wierzysz?
Budując pomnik wiary
Dając przykład miłością
Nie wierzę
Czy wierzysz?
Łzy żalu i zapomnienia
Odrzuconego dziecka Matki
Wierzę
Czy wierzysz?
Miłość, która leczy
Miłość, która koi
Nie wierzę
Czy wierzysz?
Czy żyjesz?
Czy pragniesz?
Czy umierasz?
Nie wierzę.
Żyję.
Pragnę.
Umieram.
Kocham…
Kocham?
—
Komentarze (2)
Komentarze (3)
Komentarze (1)

